Dołącz do czytelników
Brak wyników

Psychologia w szkole

15 lutego 2018

NR 25 (Marzec 2017)

Jak mi się nie chce…
Jak zmotywować ucznia do nauki?

0 57

Rozkojarzone spojrzenia uczniów, brak zapału, marudzenie – że tyle trzeba siedzieć w ławce, tyle zadane do domu… Z brakiem motywacji uczniów boryka się niejeden nauczyciel. Jest to szczególnie trudne w dobie kultury pędu i okrojonych informacji, gdzie kolorowe ekrany smartfonów są ciekawsze niż czytanie podręcznika. Czy da się zmotywować do nauki przedstawicieli pokolenia Z?

W szkole podstawowej nie lubiłam matematyki. Nie tylko wydawała mi się nudna i trudna, miałam jeszcze poczucie, że nie jestem w tym kierunku uzdolniona. Przez lata wybierałam klasy humanistyczne i językowe, w których matematyka była drugorzędnym przedmiotem, „niepotrzebnym” humanistom. Dopiero na studiach inaczej spojrzałam na ten przedmiot. Przez pierwszy semestr miałam zajęcia z matematyki, nie z ułamków czy dzielenia z resztą, ale z macierzy, całek i innych skomplikowanych obliczeń. O dziwo, pierwszy raz w życiu to mi nie przeszkadzało. Pierwszy raz miałam zapał i ochotę uczyć się matematyki. A co ciekawe, zobaczyłam, że wcale nie jestem w tym słaba. Co sprawiło, że polubiłam tę dyscyplinę i miałam motywację do jej zgłębiania? Można powiedzieć, że to dzięki większej dojrzałości czy nieprzymusowemu charakterowi studiów, jednak przyczyna leży gdzie indziej – w nauczycielu i jego umiejętności zachęcania uczniów do nauki. W podstawówce uczył mnie zbliżający się do wieku emerytalnego nauczyciel, który stosował tradycyjne metody nauczania – rozpisywał przykłady na tablicy, tłumacząc przy tym co robi. Jednak mówienie i pisanie na tablicy skutkuje tym, że uczniowie głównie widzą plecy nauczyciela. W efekcie klasa szybko traciła zainteresowanie, zaczynały się pogaduchy, a nauczyciel denerwował się i w złości zaczynał mówić szybciej i niewyraźnie. Potem robił kartkówki, żeby strachem zmotywować nas do nauki. W kolejnych latach nie było lepiej, matematyka kojarzyła mi się z nudnym przepisywaniem przykładów i „niepotrzebną” wiedzą, bo nikt nie potrafił pokazać nam jej praktycznego zastosowania. Dokonała tego pani profesor, z którą miałam zajęcia na studiach. Pamiętam jej sposób mówienia, spokojny i łagodny, pamiętam jej kontakt z grupą, który utrzymywała poprzez patrzenie się na nas i zadawanie pytań, pamiętam jak zapraszała nas do tablicy i sprawiała, że nagle człowiek rozumiał, o co chodzi w tych wszystkich obliczeniach. Może pani profesor nie dokonała cudu, bo nikt z grupy nie zajął się profesjonalnie matematyką ani nie odkrył w sobie powołania do studiów politechnicznych, ale dokonała czegoś lepszego – pokazała, że nawet coś, co się wydaje nudne, może stać się czymś ciekawym i przyjemnym. Nie studiowałam z pokoleniem Z, czyli z osobami urodzonymi po 2000 roku, które okrzyknięto dziećmi technologii, więc można mi zarzucić, że to co piszę jest już nieaktualne, a dzisiaj o wiele trudniej zachęcić dzieci do nauki, jednak wierzę, że można to zrobić, trzeba tylko znać odpowiednie techniki i otworzyć się na swoją klasę, zarazić ją swoim zaangażowaniem. W tym przekonaniu utwierdza mnie pani profesor, nauczająca z roku na rok coraz to młodsze pokolenia i mająca wciąż ten zaraźliwy zapał w oczach, który widzę mijając ją na tej samej uczelni, gdzie mam dzisiaj przyjemność wykładać. Spójrzmy zatem na metody, którymi można motywować i zachęcać do nauki współczesnych uczniów.

Motywacja. Czyli co?

Słowo motywacja jest dość powszechne, stosujemy je w różnych kontekstach i intuicyjnie rozumiemy, jak ktoś mówi „nie mogę się zmotywować” albo „moją motywacją jest…”. Czym jednak jest motywacja? Niewidzialną wewnętrzną siłą, która nas do czegoś pcha? A może zewnętrznym czynnikiem, swojego rodzaju nagrodą, do której dążymy? Jedno i drugie określenie jest prawdziwe. Motywację możemy rozumieć na dwa sposoby – z jednej strony jako kierunek, wysiłek i wytrwałość osoby czyli co chce osiągnąć (kierunek), jak bardzo się stara (wysiłek) i jak długo próbuje, z jaką determinacją (wytrwałość). Z drugiej strony motywacją mogą być czynniki, które pobudzają nas do pewnych zachowań wzmacniających, czyli takich, gdy do czegoś dążymy w celu osiągnięcia nagrody lub wygaszających – zaprzestajemy czegoś robić, żeby uniknąć kary. W kontekście szkolnym motywacja ucznia to przede wszystkim ukierunkowanie uwagi, wytrwałość w nauce i chęci do nauki, które mogą być stymulowane przez zewnętrzne czynniki. Jedna z tych motywacji nazywana jest wewnętrzną, druga zewnętrzną. Różnice między nimi prezentuje tabela nr 1.

 

Motywować można na wiele rożnych sposobów. Warto te sposoby przeplatać, a przede wszystkim dostosować je do uczniów, którzy mają rożne potrzeby i oczekiwania.

 

Motywacja wewnętrzna jest bardziej trwała niż zewnętrzna, bo niezależnie od zmienności czynników i otoczenia, stymuluje ucznia do pracy i nauki. Przy zewnętrznej wystarczy, że nagroda lub kara będzie anulowana, a i motywacja osłabnie. Jednym z najbardziej stymulujących czynników jest osoba nauczyciela i jego własna motywacja. Im większe zaangażowanie i przyjazność wykazuje, tym bardziej zachęca swoją postawą do koncentrowania się na nauce. Maksyma „niezależnie co mówisz, mów ciekawie” sprawdza się tutaj w stu procentach. Dlatego połową sukcesu jest bycie zaangażowanym w proces nauczania i w kontakt z klasą, drugą połową jest dobranie odpowiednich metod motywacyjnych.

 

Tabela 1. Motywacja zewnętrzna i wewnętrzna

Motywacja zewnętrzna

Motywacja wewnętrzna

Motywuje nas czynnik zewnętrzny.

Oczekujemy nagrody lub uniknięcia kary.

Przykład: uczeń chce wygrać szkolny konkurs na najładniejszy plakat, bo mama obiecała mu za to nagrodę w postaci nowego komiksu

Wypływa z naszych upodobań, marzeń, postaw, wiedzy. 

Cel jest nagrodą samą w sobie, nie potrzeba dodatkowych stymulacji.

Przykład: uczeń ma ambicje, żeby wygrać szkolny konkurs na najładniejszy plakat, nie interesuje go nagroda, ale samo uznanie

 

Dobierz metodę motywacji 

Motywować można na wiele różnych sposobów. Warto te sposoby przeplatać, a przede wszystkim dostosować je do uczniów, którzy mają różne potrzeby i oczekiwania. Zacznijmy więc od potrzeb uczniów.

  1. Uniwersalne potrzeby uczniów

Wszyscy różnimy się między sobą, ale mamy też obszary wspólne. Takimi obszarami są uniwersalne potrzeby, które wykazuje każdy człowiek, tylko w innych proporcjach. Zaspokojenie potrzeb tworzy płaszczyznę do współpracy i motywuje do działania. Najpopularniejszą teorią potrzeb jest piramida potrzeb Maslowa, czyli pięć poziomów potrzeb, które według autora teorii powinny być zaspokojone jedna po drugiej, zaczynając od dołu. Pierwsza, podstawowa grupa to potrzeby fizjologiczne, czyli bycie najedzonym i wypoczętym. Zmęczony lub głodny uczeń ma trudności ze skupieniem się na materiale, jego motywacja jest niska, bo myśli o czymś innym. Jak zaspokoić tę potrzebę? Nauczyciel ma wpływ na poziom energii klasy, jeżeli część wykładowa trwa za długo, dzieci męczą się i rozpraszają. Dlatego motywujące będzie dbanie o zmienne aktywności i porcjowanie materiału, aby nie przeciążać klasy. Druga...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań magazynu "Życie Szkoły"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy