Dołącz do czytelników
Brak wyników

Temat numeru

3 lipca 2018

NR 19 (Wrzesień 2016)

Pierwsze kroki w szkole
Rozmowa z psycholog Magdaleną Lange-Rachwał o pozytywnej adaptacji, roli nauczycieli i rodziców oraz o metodach niwelowania lęku związanego z adaptacją.

0 223

Od wielu lat pracuje pani z najmłodszymi i na pewno nie raz spotkała się pani z takim pytaniem, ale muszę je zadać: Dlaczego niektóre dzieci błyskawicznie adaptują się w nowym otoczeniu, a innym zajmuje to kilka tygodni?

Po prostu między dziećmi, tak jak i między ludźmi dorosłymi, istnieją tzw. różnice indywidualne. W związku z tym nie ma jednego modelu reakcji, sposobu zachowania w danej sytuacji. Zarówno rodzice, jak i nauczyciele muszą podążać za dzieckiem, starać się trafnie odczytywać jego potrzeby, nie zawsze umiejętnie przez nie zwerbalizowane. Oczywiście nie można także lekceważyć wielu innych czynników, np. tego, w jaki sposób rodzice przygotowują dziecko do pójścia do szkoły czy przedszkola. Dziecko, które nie oswoi tego problemu pod względem poznawczym, będzie miało na pewno trudniej. Ważne jest również odpowiednie nastawienie rodziców. Jeżeli z jakichś względów obawiają się tej sytuacji, to jest duże prawdopodobieństwo, że dziecko przejmie ten lęk. Ważne jest także to, jak wcześniej wyglądały jego społeczne kontakty: czy miało szansę na częste zawieranie znajomości z innymi maluchami, czy wychowywało się w otoczeniu innych dzieci, czy pozostawało u dziadków lub innych krewnych na noc bez rodziców, czy być może przebywało głównie z mamą i tatą. Tak więc dobra adaptacja jest wypadkową wielu czynników. Nie można, oczywiście, nie doceniać roli środowiska, do którego dziecko ma się zaadaptować. Niezwykle istotne jest, czy czuje się bezpiecznie, czy mu się tam podoba oraz jaki kontakt nawiąże z opiekunem. 

Czym jest pozytywna adaptacja dziecka w nowym środowisku i dlaczego jest tak ważna?

Pozytywna adaptacja polega na przystosowaniu się dziecka do nowych, nieznanych warunków w taki sposób, aby było to dla niego jak najmniej obciążające pod względem psychicznym. Warto pamiętać, że nie zależy ona tylko od ucznia – wymaga pomocy mądrych dorosłych. Natomiast często kładzie się nacisk wyłącznie na dziecko: to ono ma się „zaadaptować” i, jeżeli tak się nie dzieje, to jest jego „wina”. Nieprawda. Pozytywna adaptacja jest istotna z wielu względów. Po pierwsze, podnosi poczucie kompetencji i sprawstwa u dziecka, które myśli: „poradziłem sobie”. Jest to także jeden z etapów socjalizacji, dzięki któremu dziecko rozwinie swoje umiejętności społeczne. Adaptację nierozerwalnie łączy się także z separacją, oddzieleniem od matki – w tym wymiarze jest to także osiągnięcie rozwojowe. Żeby dziecko mogło w pełni korzystać z tego, co oferuje mu nowa placówka, musi być, rzecz jasna, odpowiednio zaadaptowane – tylko wtedy może być skoncentrowane na „tu i teraz”, na uczeniu się nowych rzeczy, zawieraniu przyjaźni czy prezentacji samego siebie. Adaptacja, która nie przebiega pomyślnie, nie kończy się w momencie wyjścia z placówki. Często niesie ze sobą konsekwencje w postaci regresu do wcześniejszych etapów rozwojowych, zaburzeń snu, jedzenia, zanieczyszczania się i wielu innych. 

Jak można zaradzić niepotrzebnym stresom podczas pierwszych dni w nowej placówce? Czy istnieje jakiś sposób, który pozwoliłby dziecku na szybsze zaadaptowanie się w nowym otoczeniu?

Na pewno dziecko nie może być po prostu „wrzucone” do nowego miejsca. Wcześniej rodzice powinni je przygotować poznawczo, przeprowadzać rozmowy, wyjaśniać wszystkie wątpliwości dziecka. Nie może być tak, że pewnego dnia dziecko po prostu idzie do szkoły (mówię o tym, bo takie sytuacje się zdarzają). To podstawa. Niestety, bywa też tak, że maluch jest wcześniej straszony nowym miejscem (to mogą być np. uwagi „jesteś niegrzeczny, ale w szkole sobie z tobą poradzą” i inne, które sprawiają, że dziecko zaczyna widzieć nowe miejsce w sposób negatywny). Warto też zwrócić uwagę na to, o czym rozmawiają ze sobą dorośli. Często, myśląc, że dziecko bawi się w drugim pokoju, wyrażają swoją niepewność („nie wiem, jak on sobie poradzi”), a dziecko to słyszy i oczywiście przyjmuje to do siebie. Rodzice, przyprowadzając dziecko do nowego miejsca muszą być pozytywnie nastawieni, spokojni. Maluchy doskonale odczytują sygnały niewerbalne i od razu wyłapią, że sztuczne uśmiechy i pozorny luz to tylko fasada. Niepokój rodzica jeszcze bardziej negatywnie podziała na jego pociechę. Rodzic musi sam wcześniej przepracować tę sytuację, by jego lęk  nie wpłynął negatywnie na dziecko. W tym przypadku zapewnienia, że „wszystko będzie dobrze”, są dla dziecka tylko pustymi słowami. Niestety, czasami to rodzice (częściej mamy) mają problem z separacją. Pamiętajmy o tym, że jest to pierwszy moment, kiedy dziecko opuszcza gniazdo, staje się bardziej samodzielne. Dla niektórych opiekunów może to być trudne, dlatego to oni wcześniej muszą sobie z tym poradzić, po to, żeby pomóc swojemu dziecku. Rodzice zachowujący się nerwowo lub udający pozytywne emocje generują stres dziecka. Wielu z nich najbardziej boi się sytuacji, kiedy dziecko zacznie płakać, jest to dla nich przerażające. Nie można się tego bać, dziecko może w taki sposób wyrazić swoje emocje i to rodzic, jako dorosły, musi je przyjąć. Często działa tu zasada „samospełniającego się proroctwa” nasze obawy, lęk, są dla dziecka widoczne i reaguje ono dokładnie tak, jak się tego obawiamy. Pomóżmy dziecku, słuchajmy tego, co ono mówi (werbalnie lub niewerbalnie), i starajmy się z nim rozmawiać. Żeby więc dziecku pomóc, po pierwsze – nie trzeba robić pewnych rzeczy, które negatywnie na nie wpłyną. Po drugie, nie negować uczuć malucha. Należy mu na nie pozwolić. Jeżeli dziecko płacze, a słyszy komunikat „nie płacz”, to on mu nie pomaga, lecz wzmaga poczucie, że rodzic oczekuje czegoś, czego dziecko zrobić nie może lub nie umie. Opiszmy więc to, co dziecko czuje. Powiedzmy: „widzę, że jesteś smutny”. To punkt wyjścia do rozmowy, przytulenia, podążenia za dzieckiem. Nie wkładamy go wtedy w szufladę naszych oczekiwań, tylko słuchamy tego, co ma do powiedzenia. To często bardzo pomaga. Jedna z praktycznych rzeczy, które warto zrobić, to pozwolić dziecku zabrać do przedszkola „część domu”, np. ukochaną przytulankę lub inny, ważny dla malucha przedmiot. I tu uwaga: często rodzice preparują taką zabawkę, czyszczą, piorą... To duży błąd – ona ma pachnieć domem. Pamiętajmy, że dzieci organizują sobie świat także poprzez zapachy. Myślę więc, że dobre rozstanie jest bardzo ważne, może zminimalizować stres. Niedobrze, kiedy ono trwa w nieskończoność, ale niedobrze też, gdy rodzic stara się załatwić to jak najszybciej i niemal ucieka, w nadziei, że taka opcja jest lepsza. Dajmy dziecku czas, ale też postawmy wyraźną granicę, kiedy musimy iść, a maluch musi się zacząć wdrażać do nowej sytuacji. 

Na pewno dziecko nie może być po prostu „wrzucone” do nowego miejsca. Wcześniej rodzice powinni je przygotować poznawczo, powinni przeprowadzić rozmowy, 
wyjaśnić wszystkie wątpliwości dziecka. 

Jaka jest w tym rola wychowawców dziecka?

Ogromna! Po pierwsze, to oni zostają z dzieckiem, kiedy rodzic odchodzi. Jednak często już wcześniej mogą pomóc np. na spotkaniu z rodzicami, które odbywa się przed rozpoczęciem nowego roku, powinni edukować rodziców, przekazać im swoją wiedzę na temat adaptacji dzieci, powiedzieć, co mogą zrobić, a czego nie powinni. Uspokoić ich obawy, ale przede wszystkim wybić ich ze schematu myślenia, że adaptacja to straszne przeżycie dla dziecka i rodzica, podkreślić, że u większości maluchów kończy się ona szybkim sukcesem. 

Kiedy wychowawca zostaje z płaczącym maluchem, powinien – podobnie jak rodzic – podążać za nim, słyszeć, co mówi, rozmawiać, przytulać. Może warto, aby przez pierwsze dni były przygotowane ciekawe aktywności, bardzo atrakcyjne, w które dzieci chętnie wejdą. W dużych, 25-osobowych grupach możliwości indywidualnego podejścia do dziecka często są ograniczone, tym bardziej, że w tych pierwszych dniach wiele maluchów potrzebuje wsparcia. Na szczęście są też dzieci, które bez problemu odnajdują się w nowej sytuacji. Mądry wychowawca potrafi się zorientować, czego dziecko potrzebuje, znaleźć klucz do niego (często metody, po które sięga, są bardzo zróżnicowane). Należy być także elastycznym w sensie zasad – szczególnie stresogenne dla dziecka mogą być przerwy lub posiłki. Jeżeli dziecko nie chce w tych aktywnościach uczestniczyć, lepiej mu na to pozwolić, wykazać się elastycznością, niż zwiększać napięcie, czyniąc sytuację jeszcze trudniejszą. Na szczęście w wielu placówkach wychowawcy to rozumieją. Pierwsze dni są trudne, ale należy zadbać, żeby atmosfera była jak najlepsza, bezpieczna, pozbawiona nerwowości, zawstydzania czy porównywania dzieci między sobą. 

Czy współpraca z rodzicami może ułatwić adaptację dziecka?

Współpraca na linii wychowawca – rodzic jest niezwykle istotna. Przede wszystkim przepływ informacji pomaga obu stronom. Rodzic, który zostawia dziecko we łzach, 
a od wych...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań magazynu "Życie Szkoły"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy