Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wywiad miesiąca

2 lipca 2018

NR 18 (Czerwiec 2016)

Czas na SPORT!
Rozmowa z Jarosławem Bieniukiem, znanym polskim piłkarzem i wielkim pasjonatem sportu

0 220

Jedno z najpopularniejszych haseł, „sport to zdrowie”, jest wpajane dzieciom już od najmłodszych lat. Kiedy zaczęła się Pana przygoda ze sportem?

Ja byłem bardzo żywym dzieckiem i potrzebowałem dużo ruchu, aby rozładować pokłady energii, jakie w sobie, posiadałem. Praktycznie od najmłodszych lat spędzałem każdą wolną chwilę na podwórku, grając w piłkę, biegając czy goniąc się z innymi dziećmi. W domu także nie mogłem za długo usiedzieć w jednym miejscu, więc dla mnie sport był idealnym sposobem na spędzanie czasu. W przypadku moich dzieci jest podobnie. Od najmłodszych lat byłem po prostu zafascynowany sportem i odkąd pamiętam, był on dla mnie ważny.

Dorośli, czyli zarówno rodzice, jak i nauczyciele mają wpływ na rozwój zainteresowań sportowych dzieci. W jaki sposób Pana zdaniem zaszczepić w dzieciach pasję do sportu?

Na pewno dla dziecka, jak mówi zresztą metodyka nauczania dzieci o sporcie, najważniejszy jest pokaz, czyli po prostu trzeba świecić dobrym przykładem. Dziecko widzi, że mama czy tata są aktywni sportowo, że zakładają dres i na przykład wychodzą pobiegać, pograć w tenisa, więc na pewno dziecko będzie te wzorce powtarzało. W moim przypadku tak właśnie było. Mój tata był bardzo aktywny i uprawiał różne sporty. Dodatkowo starał się zarazić również mnie swoją pasją do sportu, zabierając mnie na mecze siatkówki i koszykówki. Mój tata szczerze uwielbia sport i ja wzorce czerpałem od niego. Nie ma innej drogi. Ciężko od dziecka wymagać czegoś, czego samemu się nie robi. Dziecko wyczuwa ten fałsz. Jeśli rodzice się nie ruszają i nie mają kultury fizycznej, to dziecko prawdopodobnie także nie będzie chciało się ruszać. Lubię określenie „kultura fizyczna”, bo jest to przecież element kultury – tak jak kultura osobista, szacunek; taki savoir-vivre w codziennym zachowaniu oraz, że nie doceniamy pojęcia, jakim jest kultura fizyczna. Uważam, że jest ona u nas zaniedbana. Oczywiście nie mówię o chorobach, które uniemożliwiają ruchu, ale jeśli ktoś prowadzi niekulturalny fizycznie tryb życia, to widać to od razu „gołym okiem”. Człowiek, tak samo jak jest kulturalny społecznie, powinien być kulturalny fizycznie. 

Domyślam się, że Pana ulubioną dyscypliną była piłka nożna... Czy może w dzieciństwie interesował się Pan inną dyscypliną?

Piłka nożna była numerem jeden od zawsze! Ale trenowałem również inne sporty, m.in. tenis, sztuki walki – judo i karate. Zawsze jednak piłka nożna była dla mnie najważniejsza. Dlatego też całe swoje życie związałem z piłką. 

Czy zgodzi się Pan ze stwierdzeniem, że uprawianie sportu kształtuje charakter? 

Tak, sport kształtuje charakter oraz uczy pewnych zasad. Przede wszystkim punktualności – trenerzy jej wymagają i nie można się spóźniać na trening. Sport to również regularność i systematyczność. Jeśli ktoś ma słomiany zapał, ten fakt od razu uwidoczni się w sporcie i za chwilę tej osoby nie będzie na treningach. Przychodzą takie momenty, że jest naprawdę ciężko, po prostu nie chce się iść na te zajęcia: bo pada, wieje, bo człowiek jest zmęczony czy podziębiony lub ma jakiś problem, ale mimo to trzeba iść i ćwiczyć. Po to jest właśnie trening i nie można go sobie odpuścić. To wszystko uczy przełamywania pewnych barier, czyli po prostu kształtuje charakter.

A czy sport pomógł Panu w życiu?

Oczywiście, że tak! Sport wielokrotnie pomagał mi w życiu. Często mówię: „Jak trwoga, to do sportu”, parafrazując słynne powiedzenie. Teraz, kiedy mam jakieś zmartwienie, zakładam dres i biegam, jeżdżę na rowerze, po prostu muszę się wyładować. Sport pomógł mi także w latach młodości, gdy przychodziły różne pokusy, jak to bywa w tym wieku. Zamiast np. wyjść na imprezę, musiałem wrócić do domu, bo na drugi dzień miałem rozegrać mecz i musiałem być w formie. Można powiedzieć, że sport jakby ukierunkował mnie w życiu.

W dzisiejszych czasach dzieci wolą siedzieć z tabletem lub telefonem w ręce niż wyjść na dwór i pograć w piłkę. Czy ma Pan pomysł, jak odciągnąć dzieci od ekranów komputerów czy telewizorów?

Teraz nie ma już tego podwórka, jakie pamiętam ze swojego dzieciństwa. Rodzice zostali animatorami wolnego czasu swoich dzieci. Kiedyś było inaczej. Podwórko wypełniało każdy wolny czas. Tam organizowało się różne zabawy, np. grę w piłkę, podchody, grę w wojnę i tysiąc różnych innych rzeczy. Tam wszystko było możliwe, a teraz to my – dorośli – musimy organizować wolny czas najmłodszych. Dzisiejsi rodzice kładą większy nacisk na naukę i zajęcia dodatkowe, które zabierają wolny czas dziecka. Innymi „złodziejami” czasu są również internet, tablety, konsole i telewizja. O wiele łatwiej jest przeżyć jakąś przygodę na smartfonie niż w realnym świecie – na podwórku.

Zauważyłem, że bardzo trudno jest wyciągnąć dzieci z domów, ale gdy już pójdą na zajęcia sportowe, to są tam szczęśliwe, zadowolone i uśmiechnięte. Trzeba po prostu popchnąć dzieci do aktywności. Oczywiście, nic na siłę, bo jeśli dziecko na zajęciach kiepsko się bawi, po ich zakończeniu jest smutne, to rzeczywiście może być to sygnał, że może ich nie lubi. Ale jeśli problem polega tylko na przełamaniu niechęci do wyjścia z domu i przybiera np. postać marudzenia, bo maluch wolałby posiedzieć przed komputerem czy pograć na konsoli, a później obserwuje się, że to samo dziecko fantastycznie się bawi na zajęciach sportow...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań magazynu "Życie Szkoły"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy