Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wspomaganie ucznia

4 września 2019

NR 48 (Wrzesień 2019)

Jeśli nie jest tak, jak być powinno…

0 42

Jak trudności emocjonalne i społeczne dziecka mogą się przełożyć na jego funkcjonowanie w szkole

Rozwój emocjonalny i społeczny to istotny element funkcjonowania dziecka w szkole, warunkujących dojrzałość do podjęcia obowiązków ucznia. Szkoła powinna być wesoła, przyjazna dziecku, ale ucząca odpowiedzialności i kreatywnego podejścia do zagadnień, zdawałoby się, nudnych. Umiejętność nawiązywania kontaktów społecznych, współpraca w grupie, porozumiewanie się z innymi, panowanie nad emocjami, samodzielność to zalety przydatne w całym naszym życiu. Potrzebne zawsze, nie tylko uczniowi na progu szkoły, zwłaszcza obecnie, gdy komunikatory zastępują kolegę i zabawy podwórkowe. Problemy rodzinne, błędy wychowawcze, deprecjonowanie nauki powodują zakłócenia w sferze emocjonalnej oraz trudności w przystosowaniu się do warunków szkolnych. Holistyczna filozofia podejścia do podstawy programowej daje możliwości i swobodę w doborze treści i sposobów pracy, tak aby dostosować zadania do indywidualnych potrzeb ucznia, rozwinąć jego możliwości we wszystkich sferach, jednocześnie wzmocnić oporność na stres, porażkę. Ogromną rolę w procesie edukacji i wychowania ma osoba nauczyciela.

Kontekst rodzinny

W rodzinie dziecko uczy się wszystkich umiejętności społecznych, jakie potrzebne są do życia człowiekowi. Uczy się być dobre, odpowiedzialne, empatyczne, samodzielne, uczy się patriotyzmu, lojalności, prawdomówności, miłości. Zaspokojone potrzeby w dzieciństwie procentują m.in. w postaci poczucia własnej wartości, pewności siebie, motywują do aktywnego udziału w życiu, powodują że jest się mniej podatnym na stres. Dziecko uczy się odróżniać dobro od zła (prawidłowy rozwój moralny). Potrafi rozmawiać z rówieśnikami i dorosłymi. Szanuje innych. Przyjmuje reguły postępowania danej grupy, bo wie, że są pewne zasady, granice, normy zachowania, które należy stosować w społeczeństwie, bo tak jest w domu. Nawet jeżeli ich nie nazywa (bo czasem niepełnosprawność może nie pozwolić na ich nazwanie), to wie, że tak musi być i postępuje tak, jak zostało nauczony w rodzinie. Szkoła jest jedynie odzwierciedleniem nabytych w rodzinie umiejętności, które dzięki inteligencji rozwijają się.
 

I. Nauczycielu, bądź czujnym i uważnym obserwatorem, nie ufaj bezgranicznie opinii czy orzeczeniu; specjaliści mogą się mylić, może być taki splot okoliczności, że diagnoza może być zwyczajnie nietrafiona.


Historia Jacka: sześciolatek przyszedł do klasy pierwszej szkoły specjalnej dla dzieci z autyzmem z diagnozą – autyzm, całościowe zaburzenie rozwojowe. Rozpoczął naukę w 3-osobowej klasie dla dzieci z autyzmem, gdzie był najmłodszy. Pozostałe dzieci miały odroczony obowiązek szkolny i rozpoczynały naukę w szkole jako 8-letni uczniowie. Emocjonalnie zachował się jak dwulatek, krzyczał, tupał, był agresywny werbalnie i fizycznie. Na wszystkie propozycje nauczyciela odpowiadał „nie”. Można ręce załamać i zalecić leczenie… Jacek był absolutnie nieprzygotowany psychicznie do współpracy szkolnej. Jednak w bliskiej relacji z nauczycielem, sam na sam, przy stopniowaniu wymagań, ostrożnym, ale stanowczym ustalaniu granic i normy zachowania zaczął się podporządkowywać, wchodzić w relacje, świetnie radzić sobie z zadaniami dostosowanymi do jego poziomu. Rozpoczęła się praca na poziomie sześciolatka w normie intelektualnej. Co zawiodło? Przedszkole (prywatne) nie poradziło sobie z chłopcem. Jacek nie podporządkowywał się żadnym regułom, normom, jak coś mu nie pasowało, to bił, kopał, krzyczał, ile miał siły. W ten sposób się buntował. Nie chciał chodzić do przedszkola. Rodzice innych dzieci byli przerażeni, chcieli zabrać swoje dzieci z przedszkola. Wysłano rodziców Jacka z odpowiednią opinią do psychiatry, który orzekł całościowe zburzenie rozwojowe. I machina została uruchomiona. Chłopiec otrzymał z poradni psychologiczno-pedagogicznej orzeczenie do kształcenia specjalnego z uwagi na autyzm – całościowe zaburzenia rozwojowe. Jacek trafił do szkoły specjalnej. Koło się zamknęło. 
Rodzice – młodzi, zasobni, z wyższym wykształceniem. Jacek jest ich pierwszym dzieckiem. Chcieli, aby ich syn był szczęśliwy. Sami byli wychowywani w rodzinach restrykcyjnych, określali je jako rodziny z przemocą. Uznali, że będą podążać za dzieckiem, uważali że na tym polega wychowanie bezstresowe. Przyznali, że wychowywali syna bez żadnych nakazów, zakazów, granic. Nikt im do tej pory nie powiedział, że robili coś źle. Uznali, że syn jest chory i cierpi na autyzm. Pogodzili się z diagnozą o autyzmie!
Co w takiej sytuacji można było zrobić? Po pierwsze: powiedzieć rodzicom prawdę. Nauczyć tych młodych ludzi, jak być rodzicem, który wychowuje, stawia adekwatne do wieku wymagania, które mają prowadzić do samodzielności, a w przyszłości do niezależności. Dotychczasowe podejście rodziców do syna może spowodować wykluczenie społeczne, pogłębienie już występujących zaburzeń emocjonalnych, chorobę psychiczną. Odrobienie zaległości w wychowaniu może być bolesne i długie, warto zaproponować „szkołę dla rodziców”, prowadzą je poradnie psychologiczno-pedagogiczne. Po drugie: Jacek może powtórzyć klasę pierwszą (ma dopiero 6 lat) w małej szkole, bez okazania orzeczenia. Po trzecie: rodzina powinna być pod stałą opieką psychologa, pedagoga, który ukierunkowuje rodziców w dalszej pracy nad wychowaniem w rodzinie i w pracy nad dzieckiem. Wyeliminowanie nawyków nabytych w ciągu 6 lat przez dziecko, jak i rodziców, będzie czasochłonne i trudne, ale nie niemożliwe. Rodzi się pytanie, jak odrobić zaufanie do instytucji, jaką jest przedszkole – nauczyciele, poradnia – psycholog, pedagog, psychiatra. Rodzice Jacka spodziewają się drugiego dziecka, może nauczą się wychowywać dzieci, nie powtórzą błędów, które popełnili.
 

II. Dla małego dziecka fakt przestąpienia po raz pierwszy progu szkoły to jak lot w kosmos. Jak oswoić planetę?


Banalna historia. 7-letnia Zosia została zapisana do pierwszej klasy. Całe wakacje cieszyła się i przygotowywała do szkoły. Spała z tornistrem i książkami, czytała, oglądała książki, zeszyty. Nie mogła doczekać się szkoły. Pierwsze dni nie zapowiadały problemów, które zaczęły pojawiać się po miesiącu nauki. Dziecko zrywało się w nocy, krzyczało, niechętnie wstawało do szkoły, odrabiało lekcje bez entuzjazmu, nie chciało chodzić na lekcje wychowania fizycznego. Rano, przed wyjściem do szkoły bolała ją głowa, pojawiły się biegunki. Z radosnego, pełnego energii dziecka stała się smutna i płaczliwa. 
Na pierwszej wywiadówce pani ją chwaliła, wydawało się, że wszystko jest dobrze, a jednak… Kiedy wychowawczyni zachorowała i przez miesiąc było zastępstwo, Zosia z radością biegła do szkoły, chętnie opowiadała co się dzieje na lekcjach. O co chodzi? Skąd taka zmiana? Powrót pani spowodował znowu ból głowy, niechęć do szkoły, zaburzenia mowy, moczenie nocne. Rodzice dziewczynki byli przerażeni. W domu nie podno...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań magazynu "Życie Szkoły"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy