Dołącz do czytelników
Brak wyników

Otwarty dostęp , Wspomaganie ucznia

15 lutego 2019

NR 44 (Luty 2019)

Odzyskaj pasję nauczania!

0 84

Często słyszymy, że trzeba swoją pracę wykonywać z pasją; że wtedy będzie łatwiej, lepiej, przyjemniej... Jak jednak pogodzić te szczytne ideały z prozą codziennego życia?

Połączenie pracy z pasją może dawać wyjątkowe korzyści. Przede wszystkim wewnętrzną motywację, dzięki czemu nie musimy zmuszać się do większości obowiązków, a także większą satysfakcję z życia – to oczywiste, że łatwiej jest być szczęśliwym, gdy lubi się to, co się robi. W przypadku nauczycieli pasja ma jeszcze jedną, ogromną wartość. Dzięki niej możemy bardziej skutecznie angażować uczniów w nasze lekcje, pokazać im, że nasz przedmiot można lubić i że w ogóle można lubić szkołę. Po prostu: nasz entuzjazm udziela się innym.
Wszystko to brzmi dobrze, jednak co zrobić, gdy ta idea boleśnie zderza się z rzeczywistością? Nawet jeśli zaczynaliśmy pracować z pasją, po kilku czy kilkunastu latach mogła ona odczuwalnie osłabnąć. Może nawet zadajemy sobie pytanie, czy wciąż nadajemy się do tej pracy lub czy ona ma sens? A co, jeśli mamy wrażenie, że tak naprawdę nigdy nie czuliśmy powołania do tego zawodu i wylądowaliśmy w nim przez przypadek? Czy mamy się czym martwić?

Zawodowa pasja w prawdziwym życiu

W prawdziwym życiu wszyscy pracownicy miewają lepsze i gorsze dni. Czasem trzeba dać sobie prawo do tego, by mieć gorszy dzień, ale i otworzyć się na myśl, że kolejny może być dużo lepszy, a jeśli nie – to następny.
Warto sobie uświadomić, że z pasją do pracy jest trochę jak z romantycznym związkiem. Początkowa euforia towarzysząca zauroczeniu może trwać od kilku miesięcy do nawet kilku lat. Dzięki niej czujemy silną wewnętrzną motywację: tak, to ta praca na całe życie! Tak naprawdę jednak na dłuższą metę nie dalibyśmy rady tak funkcjonować, euforia jest bowiem dla organizmu stanem wyczerpującym, a dodatkowo sprawia, że trudno nam skupić się na czymś innym niż obiekt naszych uczuć. Z czasem emocje pozostają więc pozytywne, ale nieco się uspokajają. I nadchodzi moment próby: czy to faktycznie ta właściwa praca? Zaczynamy dostrzegać wcześniej nieistotne dla nas mankamenty tej pracy. Czy teraz będą one dla nas na tyle ważne, że zdecydujemy o rozstaniu, czy też możemy je zaakceptować i kochać tę pracę mimo jej niedoskonałości? Wiemy przecież, że zawodów całkowicie wolnych od wad po prostu nie ma.
A skoro tak, może najlepiej będzie trochę popracować nad związkiem z tą pracą, by relacja była dla nas (ale i dla drugiej strony) jak najbardziej satysfakcjonująca?
Niezależnie od tego, czy już ją kiedyś czuliśmy, czy nie, mamy szanse wykrzesać w sobie pasję do pracy lub przynajmniej... trochę więcej sympatii. Jak to zrobić? Oto kilka podpowiedzi.

  1. Przypomnij sobie, co kiedyś lubiłaś/lubiłeś
    To może być całkiem przyjemna mentalna podróż do przeszłości. Znajdź spokojną chwilę, odpręż się i przypomnij sobie, co kiedyś sprawiało ci największą frajdę w Twojej pracy. Przywołaj wspomnienie przyjemnych emocji, które wtedy czułaś/czułeś. Co je wywoływało?
    Nawet jeśli dziś te emocje nie będą tak silne, możesz spróbować je przywrócić – zastanów się, jak to zrobić. Może emocje te wywoływały kiedyś inicjowane przez ciebie projekty albo określone metody pracy z uczniami? Możliwe, że były to całkiem błahe rzeczy, drobnostki, które niknęły gdzieś w codziennej rutynie. Przywrócenie ich w podobnej lub zmodyfikowanej formie może być dla Ciebie jak ożywczy powrót do korzeni lub – w wersji minimum – miłe urozmaicenie codziennej pracy.
  2. Przeanalizuj, co obecnie najbardziej lubisz, a czego nie lubisz…
    ...i wyciągnij wnioski. Najlepiej takie, które podpowiedzą Ci, w jaki sposób organizować swoją pracę, by robić więcej tych rzeczy, które lubisz, a do niezbędnego minimum ograniczyć te nielubiane. Choć brzmi to może jak mrzonka, naprawdę da się zrobić – m.in. dzięki rozwijaniu umiejętności zarządzania czasem. Warto np. poznać się bliżej z tzw. zasadą Pareta, według której – przeciętnie – zaledwie około 20% wykonywanych przez nas zadań daje aż 80% efektu (proporcja ta może nieznacznie się zmieniać). Cała sztuczka polega na tym, by trafnie rozpoznać te najważniejsze zadania mieszczące się w tych 20% i na nich się skupić, pozostałe zaś realizować jedynie na tyle, na ile jest to konieczne. W ten sposób możemy zmniejszyć ilość czasu poświęcanego na pracę, utrzymując podobny poziom efektywności. Dla każdego nauczyciela może to wyglądać inaczej, warto jednak spróbować dopasować tę zasadę do siebie. Kiedy się nam to uda, rzadziej będziemy mieć wrażenie, że przytłaczają nas nieciekawe obowiązki lub że toniemy w papierologii.
  3. Zastanów się, czy nie bierzesz na siebie zbyt dużo
    Ten scenariusz przerabiało wiele osób: zaczynamy pracę z ogromną pasją, energią i nowymi pomysłami, angażujemy się w wiele rzeczy i chętnie spełniamy kierowane do nas prośby, bo czujemy, że możemy przenosić góry. Z czasem jednak energia jakby się zmniejsza, ale my wciąż chcemy utrzymać dawny poziom efektywności. Trochę nam głupio się teraz wycofywać z tego, czego podejmowaliśmy się wcześniej z taką ochotą...
    Przyczyny, dla których bierzemy na siebie zbyt dużo, mogą być też inne – trudno nam komuś odmówić, mamy duże poczucie obowiązku, przeceniliśmy swoje możliwości lub zdecydowały względy finansowe. Kiedy jednak zaczniemy odczuwać przemęczenie, efekty są z reguły takie same: spadek energii, gorszy nastrój, mniejsza satysfakcja. W takiej sytuacji:
  • Jeśli możesz zrezygnować z części obowiązków, zrób to – wybierz te, które są najmniej satysfakcjonujące, przyszłości...

Artykuł jest dostępny dla zalogowanych użytkowników.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałow pokazowych.
Załóż konto Zaloguj się

Przypisy