Dołącz do czytelników
Brak wyników

Nauczyciel w świecie

14 maja 2020

NR 54 (Maj 2020)

Kwestia priorytetów – co chcemy osiągnąć, szukając alternatywy  dla tradycyjnej edukacji?

50

Od trzech lat na łamach różnych czasopism edukacyjnych oraz za pośrednictwem bloga i fanpage’a Educational Eden opisuję metody z powodzeniem wykorzystywane w zagranicznych szkołach, a także dzielę się wnioskami z pracy w różnych typach szkół w Finlandii, Holandii, Kolumbii, Indiach i innych krajach, zawsze starając się selekcjonować materiały tak, aby możliwe było ich wykorzystanie w naszym kraju. Wiele razy słyszałam o ograniczających nas, nauczycieli, podstawie programowej czy podstawach prawnych, nawet w kontekście rozwiązań, co do których nie miałam wątpliwości, iż da się je przenieść na nasze podwórko niezależnie od tego, czy byłaby to szkoła prywatna, czy publiczna. Zastanawiałam się, skąd bierze się ta obawa przed wychodzeniem poza przyjęte formy pracy i czy ja sama, pracując w polskiej szkole, miałabym podobne problemy. Dopiero w tym roku szkolnym miałam szansę sprawdzić, czy to, o czym pisałam z takim zapałem, ma realne szanse na zaistnienie w polskiej edukacji. Od września 2019 roku jestem bowiem nauczycielką wiekowo klasy 0–1, która pracuje według autorskiego programu edukacyjnego opartego na doświadczeniach i wiedzy zebranej w ostatnich siedmiu latach podróży edukacyjnych. Z każdego systemu (z wyżej wymienionych krajów) wykorzystuję elementy, które, w mojej ocenie, mogą podnosić jakość edukacji. Zaczynając pracę, zdawałam sobie sprawę z możliwych porażek, niepowodzeń i trudności, które napotkam. Gotowość ta była bardzo pomocna w procesie adaptacji.

Nie wszystko naraz

Najważniejsze są priorytety. Zanim zacznie się tworzyć własną wizję edukacji, wielkie plany do realizacji, trzeba ustalić, co chcemy osiągnąć. Ale nie tylko w kontekście najbliższych miesięcy czy lat – trzeba się zastanowić, w jaki sposób wypracowane teraz postawy i umiejętności mogą wpłynąć na uczniów i ich otoczenie na kolejnych etapach edukacyjnych i w ich dorosłym życiu. Moim priorytetem jest to, aby na rozwój i człowieka zawsze patrzeć holistycznie, z różnych perspektyw. Staram się nie wpaść w pułapkę społecznego przyzwolenia na to, aby moje działania pozostawiły ślad przez 3 do 8 lat, by potem o to, jakim dorosłym będzie mój uczeń, martwił się już rodzic lub następny nauczyciel. Nie ma dla mnie znaczenia, ile czasu pracuję z dziećmi, czy są to trzy miesiące, czy rok – zawsze angażuję się jednakowo w proces kształtowania postaw prospołecznych i rozwoju emocjonalno-społecznego. Wierzę, że to jest klucz do realizacji wszystkich celów – moich, uczniowskich, rodzicielskich oraz tych określonych przez rozporządzenia.
Zatem zaczynamy od zadania sobie pytania, jakie są nasze cele i jak zamierzamy do nich dotrzeć. Jest to szczególnie ważne ze względu na obowiązek dostosowania własnych pomysłów do potrzeby realizowania podstawy programowej przewidzianej na danym etapie edukacyjnym. Być może dla wielu z czytelników jest to oczywiste, jednak pracując i rozmawiając od paru lat z nauczycielami, chcącymi wprowadzać innowacje, wiem, że cele te bardzo często są to zdaniami bez większego znaczenia, na przykład: „przygotować uczniów do kolejnego etapu edukacyjnego”. Widząc tak sformułowany cel, nasuwa mi się jedynie pytanie: czy jest to cel sam w sobie? A jak już przygotujemy uczniów do tych wszystkich etapów, co dalej? Czego dla nich chcemy? I czego możemy od nich oczekiwać?
Moimi priorytetami, wyznaczonymi na pierwsze pięć miesięcy nauki, były między innymi:

  • zbudowanie trwałej, stabilnej relacji z i między uczniami oraz rodzicami moich uczniów, opartej na zaufaniu, szacunku, trosce o potrzeby drugiej osoby i własne, współpracę i wsparcie – tworzenie spójnej wspólnoty;
  • pełna koncentracja na wypracowaniu postaw i umiejętności, które pomogą uczniom w życiu codziennym, kolejnych latach nauki oraz w dorosłym życiu, takich jak:
    • umiejętność wyznaczania i szanowania granic, 
    • podnoszenie samoświadomości, w kontekście self-reg, refleksyjności i wartości, jakie przyświecają naszym działaniom,
    • stałe i adekwatne: samoocena i poczucie własnej wartości,
    • wzmacnianie empatii, wrażliwości i uważności na otaczający nas świat,
    • podejmowanie wyzwań i przejmowanie inicjatywy,
    • radzenie sobie z niepowodzeniami i trudnościami,
    • wzmacnianie poczucia niezależności i odpowiedzialności za nas samych i w razie potrzeby nasze otoczenie,
    • utrzymywanie i wzmacnianie naturalnych zachowań dziecięcych, takich jak chęć udzielania pomocy potrzebującym, zadawanie pytań, spontaniczność czy okazywanie radości;
    • wprowadzenie tylko tych innowacji i metod, których głównym zadaniem jest wspieranie powyższych procesów, nie zaś tych stworzonych stricte po to, by skupić się na rozwoju poznawczym uczniów i zwiększaniu zasobów ich wiedzy książkowej,
    • harmonijny, zrównoważony rozwój uczniów, podążający za ich zainteresowaniami, potrzebami i mocnymi stronami – skupienie na każdej sferze rozwoju bez umniejszania wartości żadnej z nich.

Już po pierwszych tygodniach zauważyłam, że już te kilka punktów to całkiem spore wyzwanie, dlatego to one wyznaczały kierunek dalszej pracy. W programie bowiem początkowo wstępnie zamieściłam znacznie bardziej obszerny spis założeń i celów, dopiero po poznaniu grupy i wstępnej diagnozie mogłam bardziej realistycznie podejść do zadania.

Nauka mimochodem / Na wszystko przyjdzie czas – rozbij zdania

W tej kwestii od kilku lat przechodzę przez pewne fazy, zależne od tego, gdzie w danym momencie uczę i jaki model pracy obserwuję. Często trudno dostrzec wady i zalety jakiegoś podejścia, gdy w nim się tkwi i widzi się efekty z nim związane. Było tak na przykład w okresie pracy w placówkach w Finlandii, gdzie dzieci w zasadzie do końca trzeciej klasy uczą się mimochodem, większość czasu szkolnego spędzają na zabawie twórczej i eksperymentowaniu oraz gdzie mają prawo same decydować, co danego dnia będą robić. Dla porównania – w kolejnym roku pracowałam w placówce w Indiach, w której uczniowie już w wieku trzech lat uczeni są pisać i czytać w dwóch lub trzech językach. Po tak skrajnie różnych doświadczeniach potrzebowałam zastanowić się, które rozwiązanie jest zgodne z moimi wartościami i celami zawodowymi. Pamiętam, pod jakim wrażeniem byłam pierwszego dnia pracy w Pushpalata British International School, gdy grupa czterolatków była w stanie porozumieć się ze mną w języku angielskim – ich trzecim języku – bez większych problemów. Azjatyckie systemy pokazują, że rozwój dziecka może zostać przyspieszony i w pełni zaplanowany przez nauczycieli i rodziców. Da się, ale czy warto? Argumentów jest mnóstwo – dziecko po takiej szkole, w wieku 17 lat, jest w stanie wyjechać na drugi koniec świata i uczyć się do egzaminów międzynarodowych, aby studiować na najlepszych światowych uczelniach. Wkład Azjatów w rozwój nauki i postęp technologiczny jest niezaprzeczalny. Niemniej jednak moim celem zawodowym i ambicją życiową nie jest za wszelką cenę przygotowanie dzieci do bycia „najlepszymi” na konkurencyjnym rynku pracy. Wierzę, że szczęśliwe dzieci, mające odwagę podejmować wyzwania, potrafiące poradzić sobie z porażkami czy myślące poza schematami, będą w stanie wpłynąć na przyszłość świata. I w tej wizji bliżej mi do modelu fińskiego. Sądzę, że siedzenie w ławkach, czytanie, pisanie i rozwiązywanie zadań z treścią możemy rozpocząć pół roku później, w pierwszych miesiącach skupiając się wyłącznie na właściwym przygotowaniu się do kolejnych lat efektywnej nauki i pracy. Jestem przekonana, że warsztaty efektywnego uczenia się oraz lekcje w pełni przeznaczone rozwojowi krytycznego, logicznego myślenia, autorefleksji i samoś...

Dalsza część jest dostępna dla użytkowników z wykupionym planem

Przypisy