Dołącz do czytelników
Brak wyników

Polecamy

22 listopada 2021

Bezpieczeństwo w placówkach oświatowych to jedna z najważniejszych potrzeb wszystkich dyrektorów, nauczycieli i innych, ale przede wszystkim dzieci i uczniów

0 2074

O tym, jak zadbać o bezpieczeństwo w szkole, jak wprowadzić sprawdzone rozwiązania i krok po kroku przygotowywać się do stawiania czoła wszelkim zagrożeniom, z płk. rez. dr. Krzysztofem Danielewiczem rozmawia Klaudia Raflik.

Wydaje mi się, że nie zaskoczę Pana tym pytaniem. To prawdopodobnie jedno z pierwszych, jakie zadaje się Panu podczas rozmów: Co oznacza bezpieczeństwo w szkole w teorii i praktyce? Raczej nie chodzi tylko o realne zagrożenia, ale o coś więcej…

W latach 2017-2019 miałem przyjemność brać udział w realizacji projektu, finansowanego przez MEN, o nazwie Bezpieczna szkoła, bezpieczna przyszłość. Projekt powstał na fali zamachów terrorystycznych w Europie dokonywanych przez członków tzw. Państwa Islamskiego (ISIS) i miał na celu przygotowanie placówek oświatowych na wypadek różnych zagrożeń, w tym głównie zamachu terrorystycznego. Biorąc w nim udział, w oparciu o swoje wcześniejsze doświadczenie zawodowe z kraju i zagranicy, szkoliłem placówki oświatowe z zakresu stosowania procedur bezpieczeństwa. Przez cały jednak czas miałem wewnętrzne wątpliwości, po pierwsze: czy terroryzm jest rzeczywiście realnym zagrożeniem dla szkół?, a także: jakie procedury powinny posiadać szkoły oraz jak przeszkolić całą społeczność szkolną z ich stosowania? Po zakończeniu projektu rozpocząłem opracowywanie i testowanie procedur bezpieczeństwa w taki sposób, aby stanowiły odpowiedź na rzeczywiste/realne zagrożenia dla szkół oraz były możliwe do zastosowania natychmiast po zaistnieniu zagrożenia bez konieczności sięgania do dokumentów, teczek z procedurami itp. Kiedy procedury zostały już opracowane i skutecznie wdrożone w ponad 25 szkołach w Polsce, pojawił się COVID-19, co zatrzymało cały mój komercyjny już projekt. Posiadając dużą wiedzę i doświadczenie z zakresu bezpieczeństwa w placówkach oświatowych, jednocześnie nie mogąc szkolić kolejnych szkół, podjąłem decyzję o przeprowadzeniu szczegółowych analiz i badań, które miały dać mi odpowiedź na trzy pytania: 1) kim są osoby przeprowadzające najbardziej niebezpieczne zamachy na szkoły?, 2) czy można zauważyć symptomy wskazujące, że zbliża się zagrożenie i skutecznie temu zaradzić?, 3) czy opracowane przeze mnie procedury bezpieczeństwa są tymi najbardziej skutecznymi i optymalnymi? Bez wchodzenia w szczegóły, które są zawarte w książce Przeżyć szkołę. Bezpieczeństwo w szkole. Teoria i praktyka, okazało się, że zamachowcem zawsze jest uczeń lub absolwent szkoły, którą zaatakował, a także – że zawsze przed zamachem pojawiają się symptomy, których skuteczne zebranie i przeanalizowanie może pozwolić na neutralizację zbliżającego się zagrożenia na etapie jego planowania i przygotowania. Okazało się także, że posiadanie odpowiednich procedur bezpieczeństwa i ich zastosowanie może znacząco ograniczyć liczbę potencjalnych ofiar. Podsumowując – bezpieczeństwo w szkole w teorii i praktyce oznacza, że społeczność szkolna jest świadoma najbardziej realnych zagrożeń, rozumie mechanizmy ich występowania, a obecne w szkole procedury są przygotowane i wprowadzone w oparciu o analizę realnych zagrożeń mogących wystąpić na jej terenie.

Jak – Pana zdaniem – można zadbać o to, aby wszyscy w szkole czuli się bezpiecznie i dobrze? Zewsząd słyszymy, że szkoła (choć nie tylko – placówka oświatowa) ma tworzyć przyjazną atmosferę. Mało uwagi zwraca się na szeroko pojęte bezpieczeństwo, a to przecież takie ważne. Jak zatem upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i dbając o bezpieczeństwo, dbać o rozwój społeczności szkolnej w przyjaznym klimacie?
 


Świetne pytanie, za które bardzo dziękuję. Właśnie dokładnie jest tak, że nie da się stworzyć przyjaznej atmosfery w szkole bez dbałości o kwestie bezpieczeństwa. Tak jak już powiedziałem, prawie zawsze źródłem zagrożenia w szkole jest jej obecny lub były uczeń. Bardzo często to działanie innych uczniów i nauczycieli lub ich zaniechanie powodują, że w szkołach dochodzi do sytuacji zagrażających życiu i zdrowiu innych. Prowadząc odpowiednie działania szkoleniowe w szkołach, uświadamiamy realne zagrożenia, pomagamy zrozumieć mechanizmy powstawania sytuacji niebezpiecznych oraz pokazujemy, w jaki sposób nasze działanie może wpłynąć na poprawę poziomu bezpieczeństwa, a to z kolei – na przyjazny klimat. System bezpieczeństwa w szkole jest tak silny jak jego najsłabszy element. Aby uczniowie w szkole czuli się bezpiecznie i jednocześnie mogli uczyć się w przyjaznej atmosferze, muszą mieć świadomość, w jaki sposób sami mogą wpłynąć na poprawę tych dwóch elementów. Muszą rozumieć, że np. znęcanie się psychiczne grupy uczniów nad swoim kolegą czy koleżanką może skutkować próbą samobójczą ofiary czy chęcią dokonania zemsty ze strony ofiary na swoich napastnikach. Muszą wiedzieć, że przekazując nauczycielom informacje o zagrożeniach czy pewnych podejrzanych symptomach zachowań, mogą uratować życie innemu uczniowi lub sobie, np. w przypadku, gdy ktoś podjąłby decyzję o dokonaniu zamachu na szkołę. Aby mówić o przyjaznej atmosferze w bezpiecznych warunkach, konieczne jest także zaangażowanie w te działania rodziców uczniów, którzy bardzo często w rozmowach z dziećmi uzyskują ważne, z punktu widzenia bezpieczeństwa, informacje, które powinny zostać natychmiast przekazane dyrekcji szkoły. Z doświadczenia wiem, że szkolenia dla rodziców z zakresu bezpieczeństwa przynoszą bardzo dobre efekty. Optymalna szkoła to taka, gdzie wszyscy dbają o to, aby samemu nie tworzyć czynników mogących skutkować sytuacją niebezpieczną, ale także taka, gdzie nikt nie pozostaje obojętny w obliczu posiadania informacji mogących wpływać na poziom bezpieczeństwa w szkole. Aby uczniowie czuli się naprawdę bezpiecznie, muszą być świadomi realnych zagrożeń oraz posiadać wiedzę, jak się zachować w przypadku ich wystąpienia.

Dyrektor jest „szefem szkoły” – jak wszyscy szefowie musi więc zapewnić wszystkim pracownikom (w tym nauczycielom) i uczniom jak najlepsze warunki nauczania i uczenia się. A co w takim razie może zrobić sam nauczyciel, wychowawca? Chodzi tu oczywiście o ciekawe propozycje zajęć, które – niejako „przy okazji” – wpajałyby dzieciom i uczniom zasady bezpieczeństwa.

W proponowanych przeze mnie rozwiązaniach z zakresu bezpieczeństwa rola nauczyciela – niezależnie, czy jest wychowawcą klasy czy też nie – jest kluczowa. W trakcie szkoleń, które obejmują sto procent uczniów, nauczycieli i pracowników administracyjno-obsługowych, proponuję nie tylko skuteczne procedury bezpieczeństwa, ale przede wszystkim unikatowy system wczesnego wykrywania symptomów zagrożeń. Powyższe wynika z faktu, że prawie zawsze sprawcą najbardziej niebezpiecznych zdarzeń w szkołach jest uczeń szkoły, który – jak wcześniej wspomniałem – wysyła sygnały ostrzegawcze. Skoro tak jest, to zasadnicza rola nauczycieli polega na rozpoznawaniu u dzieci i młodzieży pewnych niepokojących zachowań, które mogą świadczyć, że coś niepokojącego dzieje się z uczniem. Dla nauczycieli nie stanowi to problemu, ponieważ nikt tak jak oni nie zna środowiska szkolnego. Żaden nawet najlepszy specjalista z zewnątrz nie zauważy i nie oceni prawidłowo zachowań, nie znając środowiska danej szkoły. Każda szkoła ma swoją tzw. normę i tylko osoby tam pracujące są w stanie ocenić, czy dane zachowanie ucznia wpisuje się w nią, czy wymaga reakcji. W związku z powyższym idealnym rozwiązaniem byłoby angażowanie w system wczesnego wykrywania zagrożeń także uczniów. Uwrażliwianie ich na pewne nietypowe zachowania rówieśników pozytywnie wpływa na poziom bezpieczeństwa w szkole. Uświadamianie im, do czego mogą prowadzić różne formy przemocy rówieśniczej, brak tolerancji czy obojętność na przemoc zadawaną innym, nie tylko poprawi poziom bezpieczeństwa, ale także będzie mieć znaczenie dla ich postaw w dorosłym życiu. Dodatkowo w sposób bardzo ciekawy można uczyć procedur bezpieczeństwa, takich jak ewakuacja czy azyl, realizowanych zarówno w trakcie lekcji, jak i przerwy. Bardzo często to właśnie uczniowie, którzy mieli okazję brać udział w ciekawych szkoleniach, są jedynymi osobami w domu, które wiedzą, jak się zachować w sytuacji niebezpiecznej. Przecież treści związane z teorią i praktyką bezpieczeństwa mają zastosowanie nie tylko w szkole, ale są bardzo często uniwersalne i użyteczne w życiu dorosłym. Niestety z doświadczenia wiem, że wiedza nauczycieli i dyrektorów z zakresu bezpieczeństwa jest bardzo ograniczona, co wynika nie tylko z braku szkoleń, ale nawet braku ujednoliconych procedur bezpieczeństwa oraz metodyki prowadzenia treningów. Jestem chyba jedyną osobą w Polsce, która potrafi skutecznie przeszkolić w kilka godzin nawet 1000-1300 osób, w miłej atmosferze, przy zachowaniu wszelkich zasad bezpieczeństwa. Na podstawie opracowanych i sprawdzonych rozwiązań przeszkoliłem już ponad 15 tysięcy uczniów, nauczycieli i pracowników administracyjno-obsługowych.

Często brakuje nam narzędzi do tego, żeby zadbać o swoje bezpieczeństwo. Czytamy przepisy, regulaminy, informatory, a mimo to w sytuacji realnego zagrożenia stajemy się bezradni. Jak można przygotowywać się (i celowo używam tu czasownika „przygotowywać” zamiast „przygotować”) na niebezpieczeństwo, które wręcz trudno sobie wyobrazić?

Wbrew pozorom nie jest to takie trudne, tylko przede wszystkim musimy mieć świadomość, z jakiego rodzaju zagrożeniami możemy mieć do czynienia, jak one przebiegają oraz jakie zachowania najefektywniej pozwolą nam sobie poradzić w sytuacji zagrożenia. Ważne jest to, aby sobie uświadomić, że nie jesteśmy w stanie przygotować się na każde zagrożenie. Dlatego właśnie powstała książka Przeżyć szkołę. Bezpieczeństwo w szkole. Teoria i praktyka. Biorąc udział we wspomnianym projekcie MEN, musiałem tworzyć procedury przygotwujące na zagrożenie terrorystyczne, które po pierwsze w Polsce jest bardzo niskie, a po drugie – co wynika z przeprowadzonych przez mnie badań – w szkołach praktycznie nie występuje, i to nie tylko w Polsce. Jeżeli sobie uświadomimy, że zagrożeniem jest uczeń, że zdarzenia nie występują nagle, bez żadnych sygnałów, oraz to, że prawie zawsze są to pojedynczy uczniowie, to okazuje się, że możemy zrobić bardzo dużo. Tak jak już wspomniałem, jeżeli przeszkolimy całą społeczność szkolną z zakresu rozpoznawania niebezpiecznych symptomów, stworzymy system ich zbierania i analizy, to mamy ogromną szansę zneutralizowania potencjalnego zagrożenia. Jeżeli dodatkowo wprowadzimy w szkole proste, optymalne procedury bezpieczeństwa i będziemy je regularnie trenować, to jest ogromna szansa, że nic nas nie zaskoczy. Nawet jeżeli wystąpi zagrożenie i będziemy w stresie, który jest normalny w takich sytuacjach, nie będzie paniki. Panika powstaje bowiem wtedy, kiedy nieoczekiwanie zostajemy postawieni w sytuacji stresującej, wymagającej działania, a nie mamy w głowie żadnej wiedzy czy umiejętności, które można by wykorzystać. Trenując pewne zachowania i postawy, wyrabiamy sobie w głowach zestaw algorytmów postępowania, do których możemy sięgnąć, gdy powstanie taka konieczność.

Pogdybajmy… Załóżmy, że stajemy się ofiarami jednego z takich niebezpieczeństw. Policjanci i inni przedstawiciele służb mundurowych przygotowują się do zawodu dzięki próbnym interwencją. Co by było, gdyby to szkoła miała się zmierzyć z podobną „próbą” – jak na zasadzie alarmu przeciwpożarowego?

W przypadku szkół takie interwencje nazywa się symulacjami. Można je realizować, ale potrzebna jest tu ogromna wiedza, wcześniejsze przygotowanie szkoły oraz wprowadzone i wcześniej przetrenowane procedury bezpieczeństwa. W Stanach Zjednoczonych od wielu lat trwa dyskusja, czy powinny być realizowane symulacje sytuacji niebezpiecznych, np. z użyciem broni hukowej itp. Bardzo często kończą się one traumą dla dzieci i młodzieży oraz niechęcią do kolejnych tego typu ćwiczeń. Nawet w Polsce, o czym pisałem w książce, miały miejsce dwie głośne medialnie symulacje w Pabianicach i Barczewie w 2019 roku, które zakończyły się fatalnie nie tylko dla dyrektorów szkół, ale i osób w nich uczestniczących. Były omdlenia, traumatyczne przeżycia dzieci, afera medialna i zarzuty o niekompetencje dla dyrektorów. Z moich doświadczeń, opartych o badania i doświadczenia z prowadzonych szkoleń, wynika, że nie ma sensu realizować symulacji, jeżeli w szkole nie zostały wprowadzone wcześniej procedury bezpieczeństwa. Biorąc pod uwagę poziom przygotowania szkół na wypadek wystąpienia sytuacji niebezpiecznych, z góry wiadomo, że nie poradzą sobie one z zagrożeniem. Czyli niepotrzebnie stresując dzieci i personel szkoły, na końcu wiemy to, co wiedzieliśmy już na początku – że szkoła nie posiada praktycznej wiedzy w zakresie procedur bezpieczeństwa, zarówno ewakuacji, jak i azylu. Uważam, że symulacje mogłyby mieć wtedy sens, kiedy w wyniku długiego procesu trenowania procedur wykształcimy u uczniów nawyki. Dopiero na tym etapie możemy realizować symulacje, i to przy ogólnej wiedzy uczniów o ich realizacji. Równie dobrze moglibyśmy strzelać do żołnierzy z ostrej amunicji przed wysłaniem na misję, aby się upewnić, że potrafią skutecznie reagować. W trakcie realizowanych szkoleń obejmujących jednocześnie całą szkołę dzieci uczone są algorytmów postępowania zarówno w trakcie lekcji, jak i przerwy. Uczymy ich, jak się ewakuować i policzyć w trakcie przerwy, ogłaszamy sygnał oznaczający azyl, czekamy 10 sekund i szukamy potencjalnych ofiar, czyli patrzymy na system szkolny z pozycji potencjalnego napastnika. Nie ma potrzeby używania broni hukowej, krzyków, przekleństw czy zamaskowanych napastników. Opieram się o wyniki badań i na ich podstawie przygotowuję placówki oświatowe do działania na wypadek najbardziej prawdopodobnej sytuacji niebezpiecznej.

Na koniec jeszcze pytanie o to, jak w tym wszystkim przezwyciężyć strach. Nasz organizm „wyczuwa” zagrożenia. Pojawia się reakcja „walka–ucieczka”. Nagle zaczynamy się trząść, nogi robią się nam jak z waty, nie jesteśmy w stanie myśleć racjonalnie. Działamy odruchowo, instynktownie. Czy ma Pan na to metodę? Jak pracować z emocjami w sytuacji zagrożenia?

Jako były żołnierz, który spędził w strefie wojny 28 miesięcy, mogę zapewnić, że jest możliwe racjonalne działanie nawet w obliczu zagrożenia. Kluczowe są w tym przypadku treningi i szkolenia. Oczywiście nie mówimy tu o całkowitym wyeliminowaniu stresu, bo to jest niemożliwe. Tylko osoba chora się nie boi, strach jest też naszym wewnętrznym systemem obronnym, który powoduje że chcemy eliminować zagrożenia, a nie pakujemy się w nie z powodu braku strachu. Kiedy systematycznie mówimy o potencjalnych i realnych zagrożeniach, analizujemy symptomy, wprowadzamy i trenujemy procedury bezpieczeństwa, powodujemy, że zagrożenia stają się nam znane, oswajamy się z nimi, a dodatkowo wiemy, jakie mamy podejmować kroki w przypadku ich wystąpienia. Jeżeli mamy uciekać, to wiemy gdzie, jeżeli mamy walczyć, to robimy to wtedy, kiedy nie mamy innego wyjścia itp. Co z tego, że np. wprowadzimy procedurę, która mówi że w przypadku obecności w szkole napastnika i ogłoszeniu sygnału azyl powinniśmy się chować, jeżeli podczas przerwy pozamykamy wszystkie sale lekcyjne. Wystarczy wprowadzić system otwartych sal lekcyjnych, z kluczem znajdującym się w zamku od wewnątrz przez cały dzień, aby po ogłoszeniu alarmu azyl skutecznie schować nawet 1200 osób w 10 sekund. Podobnie wygląda ewakuacja w trakcie przerwy, której wszyscy unikają, ponieważ nie wiedzą, jak ją przeprowadzić. Dzięki moim rozwiązaniom nawet bardzo liczne placówki oświatowe, z dużą liczbą osób niepełnosprawnych, realizują ją szybciej i skuteczniej niż podczas lekcji. Proponowany przeze mnie system procedur nazwałem System 2-12, ponieważ w 12 krokach można zrealizować skuteczną ewakuację i azyl, a rozwiązania są tak proste, że nawet cztero-, pięcioletnie dzieci po jednodniowym treningu zapamiętują je bez żadnego problemu. Zapraszam do lektury mojej książki, gdzie wszystkie proponowane rozwiązania poprzedzone są głęboką analizą różnych sytuacji niebezpiecznych.
 

Krzysztof Danielewicz jest ekspertem w tematach szeroko rozumianego bezpieczeństwa. Prowadzi szkolenia dotyczące bezpieczeństwa dla dyrektorów, nauczycieli, rodziców i uczniów, podczas których proponuje autorskie, praktyczne rozwiązania pozwalające w kilka godzin przygotować nawet bardzo duże placówki oświatowe do większości możliwych zagrożeń, a co najważniejsze – zauważyć symptomy zbliżającej się dopiero sytuacji niebezpiecznej. Jest autorem książki Przeżyć szkołę. Bezpieczeństwo w szkole. Teoria i praktyka.

 

Przypisy